Lifestyle

3 elementy, które naprawdę odmieniają codzienność

13 sierpnia 2018

Nastał czas wielkiego luzowania.
Trochę wakacyjnie, a trochę życiowo (czytaj: część wakacyjnego luzowania zamierzam zostawić na całe życie, albo przynajmniej do odwołania).

Czas luzowania jednak to także dla mnie czas analizy- tego, jak jest, jak może być i przede wszystkim jak chciałabym, żeby było. I dużo wtedy myślę o sobie i jak różne rzeczy, które robię, i niestety te których nie robię też, wpływają na moja codzienność i życiową satysfakcję.

Bo każdy chyba czasem ma takie momenty, że jest po prostu z życia nie do końca zadowolony. I można się wtedy wkurzać, wymyślać sobie, że “w głowie nam się poprzewracało”, lub stwierdzać “no bez przesady, nie ma tragedii”. Ale można też wtedy zatrzymać się na chwilę i zastanowić się, o co nam właściwie chodzi.

Co na mnie wpływa?

Zanim odkryłam i jakoś konkretniej nazwałam  3 elementy, które naprawdę dużo dla mnie zmieniają, wyszłam z zupełnie innego punktu. Zastanowiłam się po prostu nad tym, co takiego dzieje się w ciągu dnia, że pod jego koniec nie jestem w pełni zadowolona. To o tyle trudne, że kiedy “wszystko jest w zasadzie ok”, potrzeba chwili na to, żeby dotrzeć do tego, że to konkretne “okej”, które ma miejsce, być może nie jest “tym moim okej”. Takim “okej” w którym chciałabym trwać.

Zastanowiłam się więc nad moim dniem i nad konkretnymi zachowaniami, które powodują, że wygląda on w określony sposób. A ponieważ w ostatnich miesiącach wprowadziłam sporo zmian, co związane jest z rozpoczęciem leczenia metodami medycyny chińskiej, mogłam dużo łatwiej zauważyć, które działania mają moc.

Ograniczyłam się do 3 kluczowych rzeczy. Takich, które faktycznie bezpośrednio wpływały na to, że kładę się do łóżka z poczuciem spokoju w głowie i budzę z poczuciem celu.

Bo kiedy jesteś freelancerem, poczucie celu nie przychodzi do Ciebie od szefa, lub nie wynika z zadań, które są przypisane do Twojego stanowiska. Jest też dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś powie Ci, że jesteś na dobrej drodze, lub że wykonałeś super robotę. Bo bardzo dużej części pracy, którą wykonujesz po prostu nie widać, mimo tego, że ona także zajmuje czas, wymaga dyscypliny i, co więcej, bez niej to, co widoczne, nie mogłoby powstać. To było dla mnie dużym zaskoczeniem po odejściu z etatu, mimo, że dokładnie wiedziałam, co będę robić. Bo nagle okazało się, że muszę znaleźć w sobie dużo większe pokłady zorganizowania i samoinspiracji, niż mogłabym przypuszczać oraz niż na ten moment posiadam.

I tak zaczęła się przygoda, której owocem jest odkrycie 3 elementów, które zmieniają wszystko.

 

Systematyczność

Tak. Nawet 5 minut działania dziennie, ale CODZIENNIE, przynosi rezultat. Mimo, że wymówka “Mam tylko 15 minut, więc nie ma co się za to zabierać” brzmi naprawdę przekonująco… Jednak to, co robisz codziennie ma wielkie znaczenie dla tego, kim jesteś i gdzie jesteś. Testowałam to przez dłuższy czas i na różne sposoby i teraz ciężko byłoby mnie przekonać, że 10 minut to mało czasu. W 10 minut można zrobić tak wiele! I tak wiele zmienić.

Dziś systematyczność to dla mnie codzienne wyjście na min. 6 km spacer. To zrobienie porannej praktyki jogi i ćwiczeń metodą Feldenkraisa. To ugotowanie czegoś odżywczego i pysznego, zamiast zamówienie pizzy. To poczytanie książki siedząc w Gomukhasanie dla większego rozluźnienia bioder. To wypicie kolejnej szklanki wody, zamiast herbaty, czy kawy. Bo jedna filiżanka kawy, czy jedno niepójście na kije to nic takiego. Ale już 3 kawy dziennie, lub tydzień niechodzenia robi różnicę.

Pełne przyjęcie faktu, że to właśnie te drobne kroki, ale wykonywane systematycznie, budują nasze życie, może być uwalniające. Bo choć na poziomie logicznym, każdy przecież to wie, to w praktyce różnie bywa… Nawyki można nabywać, lub budować i ja zdecydowanie wybieram to drugie.

 

Dystans

Chyba najważniejszy z tych trzech. Kiedyś czytałam w różnych wywiadach, czy książkach o tym, jak ważny jest dystans- do siebie i do świata. Potakiwałam głową, a słowa jakby odbijały się od mojego umysłu i ulatywały gdzieś w przestrzeń. Dziś to słowo ma dla mnie zupełnie inne znaczenie. Dziś tak mało rzeczy jest ważnych, ale te, które są, są ważne bardzo. Dlatego nie warto, naprawdę nie warto, tracić swojego cennego czasu i energii na to, aby rozpamiętywać, złościć się na innych, zazdrościć, żałować i oceniać. Poddawać się, jeśli coś nie wychodzi. Bo teraz nie wychodzi, ale jutro może wyjdzie, jeśli tylko podejmiesz kolejną próbę. Dystans pozwala nie być idealnym, nie mieć zawsze uczesanych włosów, ani nie zawsze zrobić perfekcyjny obiad. Pozwala żyć, w spokoju i ze spokojem. W zgodzie. W radości.

 

Minimalizm

Tak, nie tylko minimalizm, ale jeszcze w ujęciu biznesowym. Ze zdziwieniem zauważyłam, że im więcej odpuszczam i im mniej poważnie traktuje siebie i wszystko, co robię i mi się przytrafia tym… Lepsze efekty. Ale chyba jeszcze bardziej zaskakujące było dla mnie to, ile niepotrzebnej presji byłam w stanie kiedyś wyprodukować. Nie mówię tutaj o małym, mobilizującym stresie, który raczej dodaje skrzydeł, ale o bezsensownym marnowaniu energii na martwienie się o coś, lub dociskanie się bardziej, niż to konieczne. Rezultatem tego było wykonywanie całego szeregu zadań, które w małym stopniu wpływają na ogólne rezultaty, a dodatkowo denerwowanie się nimi. Zatem pracowałam bardzo dużo, z miernymi efektami, tłumacząc sobie, że tak to jest na początku własnej działalności. Że powinnam zapewne robić jeszcze więcej, szybciej, lepiej. I nieważne jak, byle do przodu.

Na szczęście po kilku miesiącach, totalnie zmęczona i z bolącym od ciągłego siedzenia kręgosłupem, powiedziałam NIE.  Po tym jak lekarz zalecił szereg elementów, które totalnie nie wpółgrały z moim trybem życia na tamten moment, postanowiłam po prostu zrobić czas na wszystko to, co sprawia, że mogę przez kilka godzin popracować twórczo na pełnych obrotach, a nie przez 12 na pół gwizdka. I dopiero kiedy poczułam to na własnej skórze, wydawało mi się, że odkryłam Amerykę.

Jak to wpłynęło na zorganizowanie czasu pracy? Skoro wypadło mi z niego kilka godzin (godzinny spacer, godzina lub półtorej porannych ćwiczeń, gotowanie i czas na spokojny posiłek, kończenie pracy najpóźniej o 18:00) jasne było, że nie mogę robić tego wszystkiego, co robiłam wcześniej. Bez namysłu wykreśliłam więc wszystkie elementy, które w najmniejszym stopniu wpłynęły na rozwój mojej firmy w ostatnich miesiącach. I było tego naprawdę sporo. Od razu naszła mnie refleksja, czy nie jestem jedyna. Czy czasem w tym biegu nie robimy tak dużo bezsensownych rzeczy, które ani nie dają nam radości, ani do niczego konkretnego nie służą. Ale są zrobione, odhaczone. A jacy jesteśmy wtedy my? 🙂

Czuję, że takie podsumowywanie siebie i swoich działań, ma naprawdę wyjątkowe znaczenie. Bo kiedy spojrzymy na siebie z pokorą, ale i ciepłem oraz wyrozumiałością, będziemy w stanie sprawdzić, co jeszcze możemy zrobić, aby żyć naprawdę. Aby wstawać i wiedzieć po co.

Czasem mądre książki mówią, że, aby się rozwijać musisz robić coraz więcej i coraz lepiej, a wtedy czeka Cię sukces.

A mnie coraz częściej wydaje się, że osiągnąć pełnię, potrzebujesz raczej wiedzieć, czego chcesz i do tego dążyć. Oraz pozwalać sobie zmieniać kurs, jeśli poprzedni okaże się “przeterminowany”. Bo kiedy się rozwijasz, to zmiana kursu jest naturalną konsekwencją tego rozwoju. I to jest absolutnie ok 🙂

Jakie są Twoje top 3 elementy, które nadają codzienności taki rytm, jakiego szukasz?

    Leave a Reply