Lifestyle

Czerwcowy patchwork

2 lipca 2018

Wraz z przypływem letniej inspiracji startuje nowa seria na blogu: patchwork. Myślę, żeby zastąpić nią sezonowe inspiracje, z których finalnie powstała tylko jedna, za to w dwóch częściach.

Patchwork to (cytując za Wikipedią)- metoda szycia, w której zszywa się małe kawałki materiału (o podobnych geometrycznie kształtach, np. patchwork z kawałków trójkątnych) w większą całość, tworząc nowy wzór.

Zatem planetowe patchworki to takie skrawki, które tworzą mój miesiąc, małe i duże odkrycia, ciekawe teksty, książki, filmy, jedzenie, kosmetyki, wszystko, co pojawiło się w danym miesiącu i jakoś mnie urzekło.

Ruszamy zatem z emocjonalnym podsumowaniem czerwca!

 PORUSZAJĄCE ŻYCIOWE LEKCJE 100-LATKÓW

Piękny film o tym, jak wygląda życie z innej perspektywy- bez naszego ciągłego zagonienia, wyolbrzymiania i rozemocjonowania. Spokój i wdzięczność to to, co ja widzę w tym filmie. Dystans do siebie i do wydarzeń naszego życia. Tak pięknie i bezpretensjonalnie ujęte. Ale też pojawia się we mnie szacunek do osób starszych, dla których trudnością są czasem najprostsze czynności. I wdzięczność za moją gibkość i werwę, za to, że moje ciało pozwala mi na to, aby maksymalnie wykorzystywać dzień, a ja czasem tego nie robię, z lenistwa, lub rozkojarzenia wielością bodźców. To fajna lekcja docenienia tego, co się ma oraz szansa na to, aby spojrzeć na swoje życie jakby z lotu ptaka i zobaczyć, że to, co jest minie, a to, co możemy zrobić, to czerpać z tego pełną piersią i iść dalej.

 

12 TYGODNIOWY ROK

Postanowiłam już napisać o tej książce, mimo, że jeszcze nie doszłam do ostatniej kartki. Bazując na tytule, można by pomyśleć, że autorzy będą nas trenować w tym, jak stać się cyborgiem i robić jeszcze szybciej, lepiej, więcej. I tak, i nie 🙂

“12 tygodniowy rok” to super pozycja dla tych, którzy czasami gubią się w nadmiarze ważnych ważności i zapominają, co jest w życiu istotne. Tak, ta książka pokaże Ci, jak zwiększać swoją efektywność, ale dzięki temu, że pracujesz mądrzej, skupiasz się na tym, co naprawdę ważne i uznajesz, że nie jesteś maszyną i Twój czas wolny jest tak samo ważny, jak czas pracy. Co więcej, posiadanie go nie determinuje tego, że nie możesz odnieść sukcesu i sięgać po swoje marzenia. Polecam tym z Was, którzy chcą więcej spokoju, a zarazem chcą się spełniać zawodowo, ponieważ wszystko, co tam przedstawione, głęboko opiera się na mojej ulubionej idei współczesnego esencjalizmu.

W niższej o 25% cenie książkę można kupić tutaj.

 

LA CASA DE PAPEL- DOM Z PAPIERU

Co robić zatem z wolnym czasem, któy pojawił się u Ciebie dzięki książce “12 tygodniowy rok”? Możesz go wykorzystać na super serial “La casa de papel”. Długo nie dawałam się na niego namówić, oj długo. Moim argumentem było to, że nie lubię sensacyjnych filmów, ani tzw. kina akcji pod tytułem “zabili go i uciekł”. Obstawałam przy swoim, ciągle opóźniając oglądanie i podając argumenty typu “Obejrzyjmy to jutro, dziś już mam potrzebę się wyciszyc”. Nieustraszony mężczyzna pewnego dnia powiedział krótko: “Już sześć razy to odkładałaś, dzisiaj oglądamy i nie masz wyjścia”. Co robi człowiek postawiony w takiej sytuacji? Ogląda! Kolejne odcinki oglądaliśmy już jak para ćpunów bez dawki. Każdego wieczoru po trzy. I to bynajmniej nie wątek sensacyjny był tym, co sprawiało, że ciężko się było oderwać. Najbardziej interesująca była dla mnie warstwowość bohaterów i to, że przy każdym kolejnym odcinku wyłaniały się nowe informacje, które całkowicie zmieniały moją perspektywę. W neurolingwistycznym programowaniu istnieje pojęcie przeramowania, które polega na tym, że kolejne dodawane informacje mają ogromny wpływ na Twoje podejście do danego tematu. Kiedy na przykład czytasz nagłówek w gazecie “Mężczyzna porwał dziecko z przedszkola, matka zrozpaczona”, zazwyczaj automatycznie stajesz w obronie matki i jesteś nastawiony z rezerwą do porywacza. Jeśli czytając dalej okazuje się, że porywaczem jest zdesperowany ojciec dziecka, któremu matka ograniczyła prawa do widzeń, emocje dotyczące mężczyzny ocieplają się. Kiedy jednak dowiadujesz się, że było to spowodowane tym, że jestem on narkomanem, Twoje zdanie ponownie się zmienia. Ten zabieg wykorzystany w serialu, sprawia, że moje nastawienie do poszczególnych bohaterów zmieniało się bardzo dynamicznie, a wraz z nim coraz głębiej przekonywałam się (i to po raz tysięczny!), że ocenianie po pozorach może wyprowadzić nas daleko od prawdy i czy ta prawda w ogóle istnieje? 🙂

Dodatkowym bonusem było nauczenie się sporej ilości hiszpańskich słów <3

 

ZIOŁOLECZNICTWO

Och, jak zacnie brzmi ten podtytuł. Tak, zaczęłam pić zioła zalecone przez lekarza medycyny chińskiej. I pierwsze, co muszę powiedzieć to to, że nie ma to nic wspólnego z herbatką ziołową z apteki. Dlaczego? Po pierwsze zioła powinno się dobierać po dokładnym zbadaniu stanu zdrowia, czyli sprawdzeniu, które organy chcemy nimi wspomóc oraz jakie są nasze codzienne (nawet niewielkie) dolegliwości. W ten sposób tworzymy uniknalną mieszankę, która będzie wspierała nasz proces zdrowienia i taki indywidualny dobór ziół ma głęboki sens. Po drugie sposób przygotowywania ich także nie przypomina zalania torebki wodą i zostawieniem na 5 minut i jest zróżnicowany w zależności od mieszanki, którą będziemy pić. Zawsze jednak przygotowujemy je w ceramicznym garnku (może być to także naczynie żaroodporne, ponieważ nie mam takich cudów jak ceramiczne garnki 🙂 ). W moim przypadku było to podprażenie lukrecji, następnie dodanie pozostałych ziół z mieszanki (za wyjątkiem trzech: kardamonu, lawendy oraz rozmarynu) i po doprowadzeniu do wrzenia, gotowanie na zmniejszonym ogniu przez 10 minut, bez przykrycia. Potem dodaję pozostałą trójkę, zdejmuję z ognia, przykrywam i tak leżakują one przez kolejne 10 minut. W kolejnym kroku odcedzam je i przelewam do termosu ze szklanym wkładem (ta sama zasada, jak w kwestii garnka- zioła nie powinny mieć styczności z metalem). Piję je trzy razy dziennie, pół godziny po posiłku. Na początku sam proces wydawał mi się żmudny i, co tu dużo mówić, męczący. Po kilku dniach już się przyzwyczaiłam, a także uprościłam to, co zabierało mi najwięcej czasu, czyli odmierzanie określonych ilości każdego rodzaju ziół- po prostu robiłam to na cały cykl od razu, przygotowując 12, a w zasadzie 24 porcje, ponieważ oddzielam te, które dodaje się później. Ogromna oszczędność czasu. Mimo tego, że lekarz wspominał, że na początku może być ciężko z ich piciem, nie było tak strasznie. Nie jest to może najpyszniejsza herbatka świata, jednak po kilku dniach moje kubki smakowe oswoiły się z ziołami i mówiąc szczerze, podczas trzydniowej przerwy pomiędzy cyklami zaleconej przez doktora, nawet mi ich brakowało. Najważniejsze jest dla mnie jednak to, że pijąc zioła naprawdę dobrze się czuję i w pełni uregulowały one mój przewód pokarmowy. Na długofalowe efekty będę musiała jeszcze poczekać, ale już na ten moment uważam, że naprawdę warto wprowadzać takie drobne kroki do naszej codzienności. Kroki, które wspierają nasz organizm jeszcze ZANIM pojawi się w nim poważniejszy problem. Ważne jednak, żeby robić to z głową i pod okiem kogoś, kto dobrze się na tym zna.

 

SZAMPON REGENERACYJNY W KOSTCE

Z bardziej dziewczyńskich tematów, mam Wam do polecenia wspaniały szampon. Kupiłam go przed miesięcznym wyjazdem do Portugalii, ponieważ wybierałam się tam z bagażem podręcznym to szampon i mydło w kostce wydały mi się świetnym rozwiązaniem. Tego rodzaju szampony często wysuszały mi mocno końcówki, ale uznałam, że na miejscu po prostu kupię jakąś odżywkę w spray’u (niestety moje ulubione Urtekram są tam trudno dostępne) i będzie ok. Ku mojego zaskoczeniu okazało się, że wcale jej nie potrzebuję. Włosy po tym szamponie są miękkie i dużo bardziej puszyste. Chyba nigdy nie miałam ich tak mocnych, jak po użyciu tego produktu i co dla mnie bardzo ważne- dłużej utrzymują one świeżość. Postanowiłam przetestować go też w Polsce, bo wiadomo, woda inna, powietrze inne. No i tutaj jednak odżywka jest konieczna, w przeciwnym razie włosy się elektryzują. To jest dosyć logiczne- w Portugalii jest naprawdę duża wilgotność powietrza, więc nie miałam z tym problemu. U nas jednak, przez suche powietrze i brak odżywki moje włosy żyły własnym życiem. Przy kolejnym myciu zastosowałam odżywkę w spray’u i jest super 🙂

Z kolejną przesyłką zamówiłam także wersję “do włosów farbowanych”. Zobaczymy jak się sprawdzi 🙂

Jakie są Wasze odkrycia jeśli chodzi o czerwiec?

    Leave a Reply