Mindfulness

Nowy cykl “Życie początkującego”- Czemu podróże otwierają umysł?

5 maja 2017

Dziś rozpoczynam nowy cykl postów, które będą pojawiały się na blogu co jakiś czas. Tytuł cyklu zainspirowany jest zdaniem “I want to live my life like a beginner”, czyli “Chciałbym przeżywać swoje życie jak początkujący”. Usłyszałam je po raz pierwszy w wywiadzie z Natalią Przybysz i bardzo mocno we mnie zagrało.

Czym jest dla mnie życie początkującego?

Dla mnie oznacza to naukę poprzez doświadczanie i traktowanie wszystkiego, co dzieje się w naszym życiu jako potencjału do lepszego zrozumienia siebie, bez oceniania, więc także wychodząc niejako poza ramy naszych doświadczeń, które niewątpliwie kształtują nas, ale też i ograniczają. Zawsze patrzymy na życie przez pryzmat naszych doświadczeń, to reakcja zautomatyzowana, więc nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Tymczasem, kiedy w ramach naszej praktyki uważności, zaczniemy koncentrować się na tym, aby przeżywać życie po prostu, takie jakie jest, jakbyśmy nie byli dotknięci żadnym doświadczeniem, czysto, bez analizy, niczym dziecko, wtedy  przenosimy się do zupełnie innego wymiaru. Nie chcę definiować jaki jest to wymiar, choć przyznam, że już zaczęłam pisać zdanie zaczynające się od “To wymiar, który…”, ale każdy z nas przecież przeżywa to inaczej, więc dokończ to zdanie samodzielnie, tak jak uważasz za stosowne 🙂

Myślę, że ŻYCIE POCZĄTKUJĄCEGO łączy się z wieloma aspektami naszego życia i obserwacja tego wydaje mi się bardzo rozwojowa. Szczerze mówiąc dla mnie czasami jest to ciężka praca, bo o ile łatwiej jest “zaszufladkować” coś szybciutko i przejść dalej! To praktyka podobna do tej na macie- możesz wykonać asanę jak pies Pawłowa i przejść do kolejnej, albo wykonać ją uważnie, przeżyć ją i doświadczyć, no i znowu hops… przeskakujemy do innego wymiaru 🙂

Moim zdaniem fajnie doświadczać życia, a nie tylko przez nie iść, więc cykl, który dziś otwieram będzie takimi ‘stopklatkami’ z ŻYCIA POCZĄTKUJĄCEGO.

Na pierwszy rzut- podróże.

Ready, steady? Go!

Co sie zmienia w środku, gdy podróżujemy?

Podróże małe i duże wydają mi się wyjątkowo wdzięczne, jeśli chodzi o praktykę Życia Początkującego. Może te duże nawet bardziej, bo kiedy stykamy się z inną kulturą, innym językiem, sposobem bycia, a nawet banałami typu innymi ulicami, sklepami czy znakami drogowymi, z reguły włącza się w nas mechanizm porównywania “tego tam”, z “tym naszym”. Jasne, że zawsze potrzebujemy jakiś wyznacznik, z drugiej strony to takie zabawne i wyzwalające, aby po prostu stwierdzić fakt typu: “O, tutaj znak ustąp pierwszeństwa jest biało-czerwony (pozdrowienia dla Czech oraz Słowacji <3), a nie żółto-czerwony”. I nie dodając nic typu: “Ale dziwne”, “Nasz jest ładniejszy”, albo “Bez sensu”, po prostu doświadczamy. Wiemy więcej. Zaczynamy rozumieć. Doświadczać nie znaczy klasyfikować, porównywać. Doświadczać to doświadczać. Po prostu 🙂

Podróże mogą naprawdę rozwijać. Napisałam ‘mogą’ z premedytacją. Znam osoby, które zjechały pół świata, ale niewiele to dla nich zmieniło. Ba, mniej samej zdarzało się i pewnie jeszcze się zdarzy podróżować daleko, ale wewnętrznie nie przebyć żadnej drogi. Czasem zależy to od gotowości, ale wierzę, że zazwyczaj jednak od uważności. Innym razem wystarczy się przejść do sklepu i może mieć to wymiar wielkiej wyprawy (i nie, nie mówię tutaj o momentach, kiedy leżymy na kanapie i mamy lenia, a w końcu zejdziemy na dół po włoszczyznę i ma to wymiar ogromnej podróży, mam na myśli raczej wymiar wewnętrzny 😉 ).

Dlaczego zaczynam od podróży?

To chyba duch urlopu, który mnie natchnął i świeżo zakończona podróż na Gran Canaria. Wyspy zawsze wydają mi się tak różne od lądu, chociaż chyba nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć. To była ciekawa i leniwa podróż, a zarazem moja pierwsza wizyta w Hiszpanii. Jestem ogromną wielbicielką kina hiszpańskojęzycznego, więc w mojej głowie pełno było obrazów tego jak wygląda Hiszpania, jacy będą jej mieszkańcy, jaka ma być pogoda etc. Część z tych rzeczy być może się sprawdziła, ale jest mi trochę ciężko to stwierdzić, bo sama wyspa, jak tylko przyjechałam spowodowała u mnie wyłączenie myślenia i po prostu życie. I powiem Wam, że były to jedne z najlepszych wakacji, których doświadczyłam, mimo tego, że nie zwiedzałam non stop, nie widziałam tak dużo, jak mogłam, nie spróbowałam dużo różnorodnych dań, nie opaliłam się na heban, ani nie przeżyłam szoku kulturowego. Jednak celebrowałam codzienność w najlepszym tego słowa znaczeniu, oddawałam się lenistwu, obserwacji ludzi, zdarzeń i widoków, ciesząc się i śmiejąc beztrosko. I było totalnie super. Mam nawet taką hipotezę, że, mimo choć cieszę się, że wreszcie odwiedziłam Hiszpanię, gdybym wybrała się do Kazimierza Dolnego to też bawiłabym się super. Bo przecież nieważne co robimy, jeśli robimy to “po raz pierwszy” (choćby był to nawet setny raz), to zawsze jest to ekscytujące. ŻYCIE POCZĄTKUJĄCEGO przynosi ogrom satysfakcji.

P.S. Hiszpański kolejnym językiem na liście języków do poznania 🙂

Besos,

WW

    Leave a Reply