Lifestyle

Blue Monday, czyli o co może chodzić kobiecie?

16 stycznia 2017

Już po całkiem miłym i produktywnym dniu, do pewnego momentu absolutnie nie wpisującym się w tytułowy Blue Monday. Rozmyślałam dziś dużo o spokoju wewnętrznym i o jogicznych ‘nieporuszeniach umysłu’. O przeżywaniu głębokim, ale nie gwałtownym, jak to bywa w dzisiejszych czasach oferujących 7 000 emocji na minutę-obiecuję osobny tekst na ten temat. Jeśli spodziewacie się, że doszłam do jakichś przełomowych wniosków, to szczerze? Nie sądzę.

Do moich największych osiągnięć dziś mogę zaliczyć wieczorne ofuknięcie mojego mężczyzny bez powodu (taaaaaak, jogini też czasem fukają) i późniejsze zastanawianie się o co mi chodziło oraz wysłanie dwóch listów pocztą, co w zasadzie, biorąc pod uwagę dłuuuugą kolejkę i jedno otwarte okienko, przy którym i tak nie było pracownika, można by uznać za jakiś sukces.

Ale po głębokim wdechu i powolnym wydechu, rozluźnieniu całego ciała, odpuszczeniu win i pogłaskania samej siebie po głowie z cyklu ‘mimo wszystko’ doszłam do wniosku banalnego, ale za to jakże prawdziwego: jutro też jest dzień.

I jedyne, co mogę jeszcze zrobić dzisiaj to pomyśleć z wdzięcznością o dniu, który minął i otworzyć się na jutro, które na potrzeby dzisiejszej średniej końcówki dnia, nazwę Yellow Tuesday. Żeby dać mu fory już na starcie, trochę radości i barwy, zanim się jeszcze rozpocznie.

Życzę Wam wieczoru bez fukania, za to z głębokim oddychaniem.

Jutro też jest dzień.

W

 

    Leave a Reply